Aktualności - Parafia Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Żywcu

Używamy plików cookies, aby pomóc w personalizacji treści, dostosowywać i analizować reklamy oraz zapewnić bezpieczne korzystanie ze strony. Kontynuując, wyrażasz zgodę na gromadzenie przez nas informacji. Szczegóły znajdziesz w zakładce: Polityka prywatności.

Aktualności

Uroczystości odpustowe ku czci Narodzenia NMP przeżywaliśmy w sobotę 8 września. Uroczystą sumę odpustową o godz. 18.00 odprawił nasz rodak ks. prof. Wojciech Zyzak, który obchodzi w tym roku 25-lecie kapłaństwa. A oto, krótka fotorelacja z tego uroczystego wydarzenia.

 

 

W okresie wakacyjnym tego lata mieliśmy okazje spotkać ks. Sebastiana Kosa spędzającego swój urlop w rodzinnym Żywcu, który od początku swojego kapłaństwa pracuje w Stanach Zjednoczonych Ameryki. W wywiadzie, którego udzielił dla „Wspólnoty” przybliżył nam charakterystyczne dla tego kraju warunki pracy duszpasterskiej odpowiadając na nasze pytania.

Red. Na jakim terenie ksiądz prowadzi pracę duszpasterską i jakie są charakterystyczne cechy tego środowiska?

Ks. Sebastian

Dwa lata wcześniej byłem na parafii połączonych dwóch kościołów: Marii Amerykańskiej i św. Jadwigi Polskiej. Te kościoły w zeszłym roku w ramach reformy zostały zamknięte, by stworzone większe jednostki organizacyjne łatwiejsze były do zarządzania w obliczu spadającej liczby powołań.

Zostało to wszystko przyłączone do Św. Franciszka  w tym samym mieście, który był oryginalnym pierwszym kościołem. A więc w tej chwili kościół ma wspólnotę bardziej zróżnicowaną, ponieważ są w nim nie tylko Amerykanie i Polacy, lecz także Amerykanie pochodzący z różnych kultur, pochodzenia portugalskiej, irlandzkiej czy włoskiej. Nasze miasteczko nazywa się Naugatuck i jest trochę mniejsze od Żywca. Były w nim 4 parafie a teraz po reformie zostały 2 parafie. Należymy do archidiecezji Hartford w stanie Connecticut.

Red. Jakie są  relacje katolików z chrześcijanami innych kościołów protestanckich?

Ks. Sebastian

Spotykamy się raz w roku na modlitwie ekumenicznej. Zwykle organizują je miasta, które nas goszczą. Chodzi o to, że urząd danego miasta bierze w tym udział. Również współpracujemy na polu socjalnym . Mamy w naszym miasteczku bank żywności, który wspólnie ze społecznościami protestanckimi zaopatrujemy dla potrzebujących takiej pomocy. My katolicy zaopatrujemy ten bank przez dwa miesiące a w pozostałe miesiące danego roku czynią to społeczności protestanckie.

Red. Jak dużo różni się praktykowanie chrześcijańskich zasad życia u nas a wśród tamtych wspólnot amerykańskich?

Ks. Sebastian

Są pewne różnice. Są to społeczności bardziej zżyte z sobą, ponieważ katolicy przychodzący na ziemie amerykańskie, zaczynali osiedlanie od budowy kościołów następnie szkół dla swoich dzieci, potem własnych domów. I czynili to wszystko wspólnie. I teraz przy każdym kościele jest sala parafialna, w której oni się spotykają przy różnych okazjach organizowanych festynach czy bazarach. Raz w miesiącu organizują sobie po Mszy św. spotkanie przy kawie i ciastku, gdzie schodzą się , rozmawiają poznają swoje problemy i próbują im zaradzać. Ponadto jest tam w zwyczaju, że księża katoliccy po zakończonej Eucharystii, stoją przy drzwiach wyjściowych z kościoła , żegnają się  i pozdrawiają swoich parafian w ten sposób poznając ich bliżej.

Red. Jaka jest droga do dojrzałości chrześcijańskiej wśród tamtej społeczności katolickiej?

Ks. Sebastian

Po II–gim Soborze Watykańskim  nastąpiło pewne niezrozumienie nauki Soboru i dokonała się trochę taka dewastacja kościoła w Ameryce. Teraz próbujemy to przywrócić do kształtu kościoła powszechnego. Prowadzimy edukację chrześcijańską nie tylko na poziomie dziecka, lecz musimy też wielu katolików średniego wieku reewangelizować , gdyż ich edukacja w pewnym momencie skończyła się na poziomie drugiej klasy szkoły podstawowej – Pan Bóg Cię kocha – i tyle. Musimy  teraz wszyscy wspólnie podnieść ten problem. Dlatego też przy parafiach działają kręgi biblijne, gdzie te rzeczy tłumaczymy , przypominamy i w pewnym sensie odnawiamy prawdy wiary i treść nauki  kościoła. Jeśli chodzi o dochodzeniu do dojrzałości od dziecka to są dwie drogi.

Pierwsza to są przy parafialne szkoły katolickie, gdzie te dzieci się uczą, mają religie codziennie. Każdy dzień zaczynają i kończą  modlitwą. Organizują przeróżne religijne olimpiady i konkursy. Natomiast drugą drogą idą dzieci, które uczęszczają do szkół publicznych. Przywożone są przez rodziców na katechizację głównie w niedzielę lub w poniedziałek wieczorem po zajęciach szkolnych.

Red. Jak żyją amerykanie, czy mentalnie dominuje hedonizm w ich stylu życia ?

Ks. Sebastiana

Ameryka jest pełna kontrastów. Jeśli ktoś jest katolikiem praktykującym i wierzącym to jest nim od początku do końca. Jest niestety grupa ludzi, właśnie wśród średniego pokolenia, która gdzieś tam od kościoła odeszła i teraz my staramy się ich kościołowi przywrócić. Nie zawsze jest to łatwe. Na przykład różne imprezy sportowe organizowane przez miasta czy stany nie ułatwiają nam tego, gdyż są właśnie organizowane w niedziele rano. My z tym walczymy i próbujemy pogodzić, żeby nie było takich sytuacji, kiedy rodzice zamiast do kościoła, zabierają dziecko na imprezę  sportową.  Natomiast jest grupa ludzi, którzy bardzo sobie cenią przynależność do kościoła i są bardzo zaangażowani i oddani kościołowi, swojej wierze i praktyce religijnej. Są jednak i tacy, którzy to czynią od czasu do czasu. Więc trudno powiedzieć o takim ogólnie wpływającym na ich styl życia hedonizmie.

Red. Jak jest z powołaniami do stanu duchownego wśród młodych ludzi w Ameryce?

Ks. Sebastian

Tu trzeba rozgraniczyć obszar Stanów, są stany mocniej zakorzenione w tradycji Kościoła, gdzie seminaria oferują młodemu człowiekowi coś innego co oferuje mu świat. Czyli są to tradycyjne seminaria rządzące się starymi sprawdzonymi metodami formacji do stanu duchownego. I tego ludzie szukają, również jeśli chodzi o zakony męskie i żeńskie. I te miejsca i te grupy społeczności amerykańskiej mają powołania. A tam gdzie dokonała się pewna liberalizacja chociażby w regułach rządzących zakonnymi zgromadzeniami czy seminariami, tam coraz mniej jest powołań. Dlatego, że młodzi ludzie jeżeli nie otrzymują w seminariach czy murach zakonnych czegoś innego co oferuje świat, to nie widzą sensu trwania w tym stanie. Dlatego tu trzeba pamiętać o tym, że my choć ze świata pochodzimy i do świata w pewnym sensie należymy to jednak nasz stan duchowny jakby zabiera nas ze świata, pozornie zresztą, a pozwala nam wejść w przestrzeń Boga, modlitwy i medytacji, będąc jednocześnie łącznikiem społeczeństwa z Bogiem.

 

Red. Jak duża jest przewaga chrześcijan kościołów protestanckich w USA oraz czy ich spontanicznie wyrażane formy ewangelizacyjne są w jakimś stopniu przez katolików przyswajane?

Ks. Sebastian

Te wpływy są, lecz musimy na to uważać, ponieważ to co takie wybuchowe, spontaniczne, bardzo często się szybko wypala. Mówiąc zaś o przewadze społeczności protestanckiej to widoczna jest ona w Nowej Anglii czyli na wschodnim wybrzeżu USA. Natomiast przewaga katolików jest widoczna w południowych stanach, głównie w Arizonie, Teksasie, Nowym Meksyku. Tutaj też mają bardzo mocny wpływ ludzie pochodzenia latynoskiego. Natomiast jeśli chodzi o sposób ewangelizacji, to tak, to co jest dobre, to z tego korzystamy.

Red. Na koniec naszej rozmowy, może ksiądz skieruje słowa zachęty do młodych ludzi pragnących poświęcić swe życie na szerzenie ewangelii w świecie.

Ks. Sebastiana

Myślę , że rzecz polega na tym, żeby przede wszystkim uwierzyć  i zdać sobie sprawę z tego, że w kościele kariery się nie robi. Karierą w kościele jest radość z tego że możemy kogoś przyciągnąć do Chrystusa. I czasem bywa tak, że człowiek ma wątpliwości, zaczyna być zmęczony, piętrzą się różne trudności, chociażby administracyjne, co nieraz mocno nas przytłacza w Stanach , czy nawet proboszczów w Polsce. Są jednak takie momenty, w których tę nadzieje i entuzjazm z naszej pracy odzyskujemy, chociażby w konfesjonale to jest raz, a przede wszystkim przy łóżku ludzi chorych, umierających, kiedy przyjmują sakramenty. Miałem na przykład takie sytuacje, w których dana osoba była nieprzytomna, nie otwierała oczu przez klika dni może tydzień, a podczas udzielania sakramentu namaszczenia, otwarła oczy, gdzieś popłynęła łza i rodzina też zrozumiała, że sakrament ma swoją moc i Bóg jest w nim obecny. I bywa tak, że ludzie konający długo na to pojednanie z Bogiem czekają i dlatego staramy się przede wszystkim kapelanom lub diakonom szpitalnym, którymi nierzadko są osoby świeckie stale udzielać naszych form bezpośredniego kontaktu, żeby uniknąć sytuacji, w której człowiek czeka i nie otrzymuje sakramentu pojednania na koniec swojego życia. I tu właśnie płynie radość z chrześcijaństwa i satysfakcja z tego, że można człowieka do Boga na powrót przyprowadzić, że można człowieka podnieść, przede wszystkim w konfesjonale przez sakrament pojednania człowieka z Bogiem i przez Ofiarę Chrystusa, każdego dnia na nowo. To jest przepiękne, to jest radość, która wypełnia nasze kapłaństwo.

Red. Dziękuję za obszerny wywiad i życzę w imieniu naszej wspólnoty obfitych owoców na niwie pracy duszpasterskiej i tej radości, którą ona daje. Szczęść Boże.

 

                                                                       Józef Smolicki

 

Pragniemy poinformować, że wycięliśmy za wskazaniem konserwatora zabytków, trzy chore drzewa, które zagrażały bezpieczeństwu budynków a nade wszystko ludzi przy kościele Św. Krzyża. Na ich miejsce posadzimy nowe zdrowe drzewa.

Około pół tysiąca osób dotarło w 407. Pieszej Pielgrzymce Żywieckiej do Jasnej Góry. W wędrówce uczestniczyły m.in. osoby niepełnosprawne ze wspólnoty „Wiara i Światło” w Żywcu oraz ze Stowarzyszenia „Dzieci Serc” w Radziechowach. Pielgrzymi na trasie pamiętali o modlitwie w intencji Ojczyzny z okazji jubileuszu 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości oraz dziękowali za jubileusz 750-lecia Żywca. Na błoniach jasnogórskich pielgrzymów powitał biskup bielsko-żywiecki Roman Pindel. Obecny był także burmistrz Żywca Antoni Szlagor.Jak wyjaśnił ks. Tomasz Wala, przewodnik grupy żywieckiej, pielgrzymka żywiecka ma długą tradycję. Z zachowanych dokumentów historycznych wynika, że po raz pierwszy pątnicy wyszli na szlak w roku 1611. „Pierwsze zapiski, które mówią o tym, że mieszkańcy Żywca i Żywiecczyzny idą do Maryi, to jest 1611 rok. To są pierwsze zapiski zorganizowanej pielgrzymki w Dziejopisie Komonieckiego. Natomiast trzeba zauważyć, że to musiało być już trochę wcześniej, skoro 1611 rok to jest zapis o zorganizowanej pielgrzymce” – powiedział ks. Wala.Od lat 90. ub. wieku pielgrzymkę tworzą trzy grupy pątników, które pielgrzymują na Jasną Górę różnymi drogami. Pierwsza tzw. grupa młodzieżowa wyrusza z Żywca 23 sierpnia pokonując trasę ok. 170 km w czasie 7 dni. 26 sierpnia wychodzą pątnicy z Myszkowa. Pokonują ok. 70 km wędrując szlakiem sanktuariów maryjnych przez Leśniów, św. Annę i Gidle. Trzecią grupę stanowią pielgrzymi przybywający na Jasną Górę autokarami.W tym roku tematem przewodnim grupy żywieckiej było pytanie „Jesteś głodny?”. Natomiast grupa z Myszkowa maszerowała pod hasłem: „Jesteśmy napełnieni Duchem Świętym”.„Od kilku lat już przeżywamy tematy związane z sakramentami, i w tym roku akurat jest sakrament Eucharystii. Ponieważ jesteśmy głodni tego pokarmu, który daje nam to życie prawdziwe tu na ziemi, to dlatego pytanie ‘Jesteś głodny?’, i na to pytanie próbowaliśmy sobie odpowiedzieć. Mieliśmy tematyczne Msze św. z kazaniem, konferencje i wieczorne nabożeństwa” – opowiedział ks. Tomasz Wala.

„Jacy są pielgrzymi z Żywiecczyzny? Wspaniali!” – podkreślił ks. Tomasz. „Pełni wiary, entuzjazmu, czasem wielkiej zadumy, również pokuty, byli tacy, którzy szli całą drogę boso” – dodał.

Przed Cudownym Obrazem Matki Bożej została odprawiona Msza św., której przewodniczył i homilię wygłosił bp Roman Pindel. Ordynariusz bielsko-żywiecki mówił o pielgrzymowaniu jako czasie rozpoznawania łaski od Boga i życzył, by umieć być świadkiem tego doświadczenia w codziennym życiu.

Tekst i zdjęcia R. Karp KAI i Biuro Prasowe Jasnej Góry

Wyruszyli 5 lipca ze Starego Sącza, dotarli do polsko-czeskiego mostu granicznego 15 lipca – po przejściu około 300 km Beskidzką Drogą św. Jakuba Apostoła. Dwóch księży diecezji bielsko-żywieckiej – Piotr Niemczyk i Jerzy Łukowicz – pielgrzymowało ścieżkami zaliczanymi do polskiego odcinka Jakubowego szlaku, ciągnącego się od Litmanowej na Słowacji do Ołomuńca w Czechach.
Codzienna Eucharystia, modlitwa różańcowa w powierzonych intencjach, Koronka do Bożego Miłosierdzia, walka ze zmęczeniem i fizycznymi dolegliwościami, rozmowy ze spotykanymi na trasie ludźmi, niekiedy także pielgrzymami – tak wyglądały kolejne dni wędrówki dwóch kapłanów, którzy pokonali fragment trasy oznaczonej charakterystyczną muszlą i żółtą strzałką. Przemierzyli należący do pątniczych tras odcinek od Starego Sącza przez Podegrodzie, Limanową, Rozdziele, Pasierbiec, Szczyrzyc, Myślenice, Sułkowice, Kalwarię Zebrzydowską, Wadowice, Rzyki, Groń Jana Pawła II, Ślemień, Rychwałd, Żywiec do Szczyrku, a stąd przez Kaplicówkę do Simoradza, a następnie do Cieszyna.
Ks. Piotr Niemczyk, wikariusz bielskiej parafii Opatrzności Bożej, przyznał w rozmowie, że Beskidzka Droga św. Jakuba wiedzie przeważnie górskimi szlakami. „Przechodzimy górskimi szlakami, zdobywamy niektóre beskidzkie szczyty. Wędrówka jest przez to nieco trudniejsza, ale wszystko rekompensują przepiękne widoki i krajobrazy” – wyjaśnił kapłan, który zaznaczył, że pielgrzymowanie stało się częścią jego duchowości. Wylicza, że wielokrotnie szedł na Jasną Górę, do Łagiewnik oraz brał udział w rowerowych wyprawach w ramach projektu „Rozkręć wiarę”
„Tym razem w tej pielgrzymce poszukiwałem jakiegoś wyciszenia oraz odskoczni od trudów dnia codziennego. To także nabranie duchowej mocy do dalszego działania” – wyjaśnił.
Ks. Jerzy Łukowicz, wikariusz konkatedralnej parafii w Żywcu, zaznaczył, że podczas pielgrzymki Drogą św. Jakuba modlił się w powierzonych mu intencjach. „Przed wyruszeniem umieściliśmy taką informację na Facebooku, by przesyłać nam swoje intencje. Także na bieżąco ludzie do nas pisali. Niektórzy byli przed jakąś ważną operacją, ktoś inny chorował, borykał się z problemami. Otaczaliśmy wszystkich modlitwą. W intencji konkretnych osób sprawowaliśmy Msze św., ofiarowywaliśmy komunię” – dodał.
Duchowni przyznali, że pogoda im sprzyjała. Jeden z nich musiał się rozstać z wysłużonymi butami. Trafiały się odcinki bardzo wyczerpujące, ale podziwiane krajobrazy stanowiły dodatkowe natchnienie i dodawały sił. Niekiedy ciężko było znaleźć oznaczenia na szlaku, innym razem spotkali na trasie jakubowych pielgrzymów.
„Samo przemierzanie jest tu chyba najważniejsze, pokonywanie siebie i swoich słabości w czasie pielgrzymki. Liczyła się dla nas sama droga. To, co udało nam się przemyśleć, przemodlić. Chodziło o znalezienie czasu dla Pana Boga i samego siebie” – podsumowują 37-letni pątnicy.
Pielgrzymujący księża mieli też ze sobą kredencjały, czyli paszporty pielgrzyma – na podobieństwo tego, jakie otrzymują pątnicy zmierzający pieszo, na rowerze lub konno do Santiago de Compostela. W beskidzkim kredencjale duchowni zebrali stemple z miejsc, które odwiedzili w trakcie pielgrzymki.
Beskidzka Droga św. Jakuba to odtworzony fragment Drogi św. Jakuba, europejskiej sieci średniowiecznych szlaków pielgrzymich prowadzących do grobu św. Jakuba Apostoła w Santiago de Compostela w Hiszpanii. W Polsce istnieje kilka tysięcy kilometrów dróg jakubowych. Większość tras pokrywa się z pieszymi i rowerowymi szlakami wytyczonymi niegdyś przez PTTK i inne organizacje.
Beskidzka Droga św. Jakuba, długości 525 km, jest połączeniem pątniczych szlaków lokalnych do słynnych bazylik beskidzkich i pogórza, sanktuariów oraz zabytkowych kościołów św. Jakuba. W Ołomuńcu „Beskidzkie Camino” łączy się z projektowaną drogą Jakubową z Częstochowy, by przez Brno, Český Krumlov, Bawarię, Austrię, Liechtenstein, Szwajcarię i Francję dołączyć do Drogi Francuskiej i nią dotrzeć do Compostello. Szczególnie na terenie Czech droga św. Jakuba łączy się z drogami św. św. Metodego i Cyryla.
Szlaki jakubowe służą do realizowania tzw. camino tym, którzy chcą się modlić, przemyśleć swoje życie i przeżyć swoiste rekolekcje w drodze.
zdjęcia i tekst R. Karp

 

 

Pragniemy podziękować wszystkim, którzy wzięli udział w pogrzebie ś.p. pana Pawła Moca, pracownika i wiernego pomocnika, zaangażowanego również w pomoc osobą uzależnionym. Pamiętajmy w modlitwie o nim i jego rodzinie.

Oaza Dzieci Bożych i Służna liturgiczna odbyła swoje rekolekcje w Zakopnanem wraz ze swoim opiekunem ks. Mateuszem Wojtusiakiem. A oto fotorelacja z ich pobytu.

Wczoraj zmarł w szpitalu w Sztokholmie Karol Stefan Habsburg, brat arcyksiężnej Marii Krystyny, oficer wojska polskiego, który urodził się i żył przez wiele lat w Żywcu.

Pamiętajmy w modlitwie o tej ważnej postaci w historii naszego miasta.

Msza święta za zmarłego będzie odprawiona dzisiaj o godz. 18.00. oraz jutro o 10.00 podczas uroczystej Eucharystii jubileuszowej

6 czerwca br. Róże różańcowe z naszej parafii, udały się do Republiki Czeskiej  w Ołomuńcu. Pielgrzymka miała na celu, nawiedzić miejsce męczeńskiej śmierci św. Jana Sarkandra,  kapłana pochodzącego ze Skoczowa, który jest patronem rocznikowym ks. Piotra -  naszego opiekuna,  i ks. Marcina, który towarzyszył nam w tejże pielgrzymce. 

Kiedy dotarliśmy do Ołomuńca, udaliśmy się do kościoła ks. Jezuitów, gdzie sprawowaliśmy Mszę św. ks. Piotr przewodniczył Mszy św. a ks. Marcin wygłosił piękne kazanie. 

Po liturgii udaliśmy się na obiad, i krótki czas wolny, podziwiając stare miasto.

Po obiedzie dotarł do nas ojciec Jan, który posługuje w Ołomunieckim Seminarium Duchownym,  oprowadzając  nas po tym przepięknym i urokliwym mieście. Odwiedziliśmy kilka  zabytkowych kościołów, katedrę i co najważniejsze, miejsce kaźni św. Jana Sarkandra. 

Po modlitwie i krótkim odpoczynku, ruszyliśmy w  dalszą drogę do sanktuarium na Svatym Kopeczku. Czas tak szybko leciał, że trzeba już nam  było  wracać do domu. 

Około godz. 20.00 byliśmy już w naszej parafii,  zmęczeni, ale pełni radości i wdzięczności Panu Bogu, za cudowny czas spędzony razem.

 Ks. Piotr kieruje serdeczne podziękowania, wszystkim uczestnikom pielgrzymki, ks. Marcinowi, o. Janowi i ks. Jezuitom. 

Szczególne Bóg zapłać zaś składam ks. Mieczysławowi Augustynowiczowi - naszemu radakowi, który pracuje w Republice Czeskiej, za nieocenioną pomoc, przy organizacji tej pielgrzymki, oraz za ogromną troskę, by wszystko się udało.

 

Dzieci, które przeżywały rocznicę przyjęcia Komunii Świętej uczestniczyły wraz ze swymi opiekunami ks. Mateuszem Wojtusiakiem i ks. Jackiem Moskalem w Kalwarii Zebrzydowskiej w tradycyjnej pielgrzymce.