Wznosząca się nad Żywcem dzielnica Kocurów to miejsce szczególne. To właśnie stąd rozpościera się urzekający widok na całą Kotlinę Żywiecką, którą od wschodu dumnie zamyka zielona sylwetka góry Łyski. W tej malowniczej scenerii, gdzie szczyty Beskidu Średniego, Małego, Śląskiego i Żywieckiego zdają się dotykać nieba, bije serce tutejszej wspólnoty.
Wszystko zaczęło się od skromnej dzwonnicy. To przy niej, pod gołym niebem, mieszkańcy Kocurowa spotykali się na wspólne nabożeństwa majowe i różańcowe. Potrzeba posiadania własnego, świętego miejsca była jednak silniejsza. W 1933 roku, w trudnych czasach międzywojennych, ludzie własnymi rękami wznieśli murowaną kaplicę pw. Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. Stała się ona centrum ich życia duchowego – odprawiano tu msze św. a dzieci uczyły się w niej religii. Z czasem miejscowa społeczność tak się rozrosła, że maleńka kaplica przestała mieścić wszystkich wiernych. Pojawiło się nowe, odważne marzenie: budowa prawdziwego kościoła.
Nowy rozdział tej historii zaczął pisać się w połowie lat 90. XX wieku, gdy proboszczem żywieckiej parafii był ks. Władysław Fidelus. Ofiarnym gestem wykazali się Zofia i Władysław Kastelikowie, którzy podarowali pod budowę kościoła ziemię położoną tuż w pięknym, widokowym miejscu. Prawdziwym krokiem milowym okazał się dzień 22 maja 1995 roku. Wtedy to, podczas historycznej wizyty w Żywcu, sam Ojciec Święty Jan Paweł II osobiście poświęcił kamień węgielny pod budowę nowej świątyni.
Wiosną następnego roku ruszyły prace. Już 13 kwietnia 1996 roku biskup Diecezji Bielsko-Żywieckiej Tadeusz Rakoczy poświęcił plac budowy. Budowa ruszyła. Dwa miesiące później w dniu 27 czerwca tegoż roku biskup Tadeusz Rakoczy wmurował kamień węgielny w pierwsze mury kościoła. Projekt świątyni stworzył mieszkaniec Kocurowa, Grzegorz Rypień, a pracami budowlanymi zajęła się firma Władysława Stokłosy z Żywca-Moszczanicy.
To, co wydarzyło się w kolejnych miesiącach, można nazwać festiwalem ludzkiej solidarności. Mieszkańcy Kocurowa masowo zaangażowali się w budowę, oddając swój czas, siły i serce. Prace postępowały w niesamowitym tempie – już w czerwcu na placu budowy odprawiono pierwszą mszę odpustową. Cały kościół stanął w zaledwie kilkanaście miesięcy. Cud budowy zwieńczyła pasterka w grudniu 1996 roku, kiedy to mieszkańcy po raz pierwszy usłyszeli bożonarodzeniowe pieśni w murach nowo powstałej świątyni.
Kościół to jednak nie tylko cegły i dach, ale przede wszystkim ludzie, którzy o niego dbają. Przez długie lata cichymi aniołami stróżami tego miejsca byli Ludwina i Józef Stasica. Po odejściu pana Józefa, pani Ludwina wiernie kontynuuje tę misję, wspierana przez córkę oraz innych pomocnych sąsiadów.
Świątynia w Kocurowie ma też swoją wyjątkową specyfikę – do dziś nie posiada organów. Ta pozorna niedoskonałość stała się jednak źródłem pięknej tradycji śpiewu bez instrumentów (a cappella). Przez lata modlitwę swoim głosem uświetniała śp. pani Grażyna Stasica. Dziś jej dzieło z wielką pasją kontynuują panie: Barbara Pryszcz i Edyta Dunat, wspierane przez Małgorzatę Marszałek oraz samą panią Ludwinę. Dzięki nim kościół w Żywcu-Kocurowie do dziś pozostaje tym, czym był w zamysłach jego budowniczych – żywym pomnikiem wiary, wspólnoty i miłości do swojej małej ojczyzny.









Tekst: Grzegorz Szczepaniak
Fotografie archiwalne: z archiwum rodziny Stasiców
Zdjęcia współczesne: Grzegorz Szczepaniak
