Ja, moja siostra białaczka i święta – kilka słów naszego adwentowego księdza rekolekcjonisty

suchanekŚwięta Bożego Narodzenia kojarzą się z okresem radości i przeżywania wielu miłych chwil. Spędzamy czas z rodziną i z tymi, których rzadko widujemy. Panuje atmosfera dobroci i miłości. Staramy się obdarować różnymi prezentami, czy zrobionymi przez siebie podarkami. Telewizja przepełniona jest komediami i różnymi pięknymi historiami. W te dni nie możemy zapomnieć o tych, którzy będą mieli Smutne Święta: O tych, którzy przeżywają kryzys małżeński, o tych, których rodziny wiszą na włosku. Tych, którzy w ogóle nie będę mieli Świąt. O biednych, o do- i mach napełnionych tragedia alkoholizmu, O ludziach w szpitalach, chorych w domach i samotnych. O tych, którzy w tym roku stracili swoich bliskich. Nie dla wszystkich ludzi Święta wiążą się z radością.
Gdybyśmy jednak przypatrzyli się głębiej Bożemu Narodzeniu odkrylibyśmy szybko, że nie w tradycjach czy spotkaniach rodzinnych leży istota świąt, a w spotkaniu z Bogiem. To jest najważniejsze. Sam to kiedyś zrozumiałem kiedy spędziłem wszystkie święta (Bożego Narodzenia i Wielkanoc) w szpitalu w Krakowie zamknięty w izolatce. Akurat tak się złożyło, że musiałem być odseparowany przez niską odporność. Przyszło mi więc spędzić wigilię i Boże Narodzenie w samotności. Wpuszczono do mnie w dzień wigilii mamę, brata i bratową. Wszyscy musieli wejść w maskach. To był prezent od mojego lekarza, który pozwolił na odwiedziny. Potem zostałem sam z kilkoma potrawami wigilijnymi, które nie za bardzo mogłem jeść.
Kiedy nadchodziły święta myślałem, że będą one smutne. Jednak się myliłem. Moja przyjaciółka białaczka zmusiła mnie do takich świąt i za to jestem jej wdzięczny. Kiedy leżałem W izolatce. W te dni miałem dużo czasu na modlitwę i na przemyślenia. Samotnie odprawiałem Mszę Świętą na łóżku szpitalnym. Byłem tylko ja i Bóg. Zdałem sobie wtedy sprawę, że Pan Bóg nie tylko przychodzi do szczęśliwych domów. On przede wszystkim przychodzi do ludzi, którzy potrzebują oparcia się na Bogu, którzy potrzebują pocieszenia. Moje Święta w izolatce były równie piękne jak Święta z rodziną. Kiedy człowiek nie wie, czy dożyje następnych świąt przeżywa je bardziej wrażliwie i cieszy się nimi. Tak było w moim przypadku. Obok wielu rzeczy, których nauczyła mnie choroba dziękuję Bogu również za takie święta. Za tych ludzi, przez których posłał mi wiele radości w czasie kiedy byłem zamknięty w izolatce.
Pozwoliłem sobie napisać tą refleksję, aby pokazać tym, których czekają smutne święta, że wcale nie muszą być one tragiczne. Pamiętajmy, że najważniejsze jest spotkanie z żywym Chrystusem i jeśli otworzycie się na Niego, On na pewno napełni was radością i nadzieją i pośle do was ludzi, którzy sprawią choćby chwilowy uśmiech na twarzy. A nawet gdybyście byli samotni da wam odczuć, że jest przy was.

ks. Marcin Suchanek

Wywiad z ks. Marcinem Suchankiem Adwentowym rekolekcjonistą

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •